Nie jesteś zalogowany! Załóż konto | Zaloguj się
Polecany kosmetyk
Linki sponsorowane
Linki sponsorowane
Chorzy na samotność
Czy z samotności można się rozchorować? To brzmi być może nieprawdopodobnie ale rzeczywiście zamykanie się w poczuciu osamotnienia przynosi szereg negatywnych skutków włącznie z depresją, alkoholizmem czy narkomanią. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy kontakty z ludźmi stają się coraz bardziej powierzchowne problem staje się istotny.

Niektórzy mówią, że są samotni z wyboru - nie wierzę im. Sądzę, że człowiek nie jest stworzony do samotnego życia. I nie chodzi mi wcale o to, że rzucanie się w wir romansów, czy nawet stały związek lub przyjaciele są gwarancją poczucia akceptacji i własnej wartości.. Jeśli sama siebie nie zaakceptujesz, będziesz swoją niską samoocenę przenosił na kolejne związki, kolejnych ludzi. A przecież nie każdy ma cierpliwość, aby co chwilę zapewniać o swoim uczuciu i walczyć z twoimi zmiennymi nastrojami. Być może twój ukochana także może potrzebować wsparcia, a nie tylko budować poczucie twojej wartości. Zaczyna się więc błędne koło- zniecierpliwiony partner więc zrywa znajomość, a ty znów czujesz się beznadziejna i nikomu niepotrzebna. Największy paradoks wielu osób samotnych to fakt, że chociaż odbierane są i zazwyczaj same tak się przedstawiają jako osoby niepewne siebie to często są to egocentrycy o wybujałym poczuciu własnej wartości, którzy uważają w głębi duszy, że nikt na nie zasługuje, chociaż często to tylko przykrywka, aby zachować twarz przed otoczeniem. Wiadomo, pozowanie na osobę, która sama odrzuca, a nie jest odrzucana jest lepiej odbierane przez otoczenie, szczególnie u mężczyzny samotność "z wyboru" jest utożsamiana z niezależnością czy wolnością i jest traktowana jako coś oczywistego, a image "niebieskiego ptaka" skaczącego z kwiatka na kwiatek wzbudza niekiedy zazdrość żonatych kolegów.

Zastanów się więc czego tak naprawdę chcesz- partnera czy osoby, dzięki której nagle poczujesz się piękna, mądra, dobra. Jeśli wybrałaś drugie rozwiązanie możesz się bardzo rozczarować- nikt za ciebie nie wykona tej ciężkiej (nie ukrywajmy tego) pracy , jaką jest polubienie, a przynajmniej akceptacja siebie. Partner to nie magiczna różdżka, za pomocą której znikną wszystkie twoje problemy. Zgoda- często łatwiej żyć we dwójkę, w otoczeniu kochających cię osób, ale nie jesteś pępkiem świata ; dawaj, a nie tylko bierz, słuchaj, a nie tylko żądaj wysłuchania, kochaj, a nie tylko pragnij być kochanym...


Na koniec nasza sentencja:
Bądź piękna już teraz!
Dodane przez ewelina_kudera dnia 02 kwiecień 2007
7 KomentarzyDrukuj
Komentarze
Monisia dnia 06 kwiecień 2007
Dziekuje za artykul. Wlasnie rzucil mnie chlopak mimo, ze mielismy sie pobrac i bylismy w zwiazku doroslych osob (28 i 29 lat). Mysle, ze to wszystko prawda, co zostalo tu powiedziane i ze trwaly zwiazek mozna zbudowac jedynie na partnerskich stosunkach. Mam jednak pytanie... czy w dzisiejszych czasach w ogole ludzie chca walczyc o zwiazki? Mam smutne doswiadczenia swoje i przyjaciol, gdzie przy pierwszych powazniejszych problemach, zwykle wychodzacych na jaw po 2, 3 latach znajomosci, uczestnicy zwiazku rozchodza sie, odchodza w nowe zwiazki. To nie to co nasie rodzice, ktorzy zyli razem na dobre i na zle...
ewelina_kudera dnia 07 kwiecień 2007
Witaj!przykro mi,że tak skończył się Twój związek, ale uważam że jest mnóstwo ludzi którzy chcą walczyć o związki, nie można uogólniać. Związki naszych rodziców też nie zawsze są idealne, czasami to po prostu przyzwyczajenie,uzależnienie materialne lub dzieci są powodem dla którego są razem.Czasem jednak lepiej się rozstać niż żyć obok siebie, może to jeszcze nie był ten..życzę w każdym razie powodzenia i cierpliwości w poszukiwaniu swojej drugiej połówki!
stszala dnia 10 kwiecień 2007
Ja też chciałam podziękować za artykuł... Mój związek może nie był najdłuższy (2 lata), ale też skończył się na pierwszym lepszym potknięciu... Starałam się jak głupia i nic nie zdołałam zrobić... może to on poprostu nie chciał, a ja byłam ślepa... Smutne, że coraz mniej związków się "udaje"...
pozdrawiam
Jasmina dnia 15 kwiecień 2007
Również doceniam wartość tego artykułu. Mój związek nie był najdłuższy trwał 4,5 miesiąca. Zakończył się tez przy pierwszym potknięciu...... Chłopak rzucił mnie bo uważał że nic mu nie dawałam i nic do niego nie czuje. Teraz to widzę wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy dokońca....Ale nie wyjaśnilśmy sobie tego. Wszystko przez niedopowiedzenia. Nie był problem w tym ze nie chciałam dawać czy jestem bez uczuc ale w tym czy aby się nie narzycam (to chłopakm zaczął znajomość) i kompleksy....ciała i wogóle tego ze jestem cicha, nie mam duzo przyjaciół, nie chodzę na rzadne zajęcia. Nie chciałam by musiał się wstydzić przed kolegami i był zobowiązany "ciągnąć" tą znajomość odkryjąc głownie kompleksy ciała. Rozumiem dlaczego się tak stało. Chciałabym cofnąć czas......ale jak mozna zaakceptowac siebie nie majac wsparcia przyjaciół lub gdy nie akceptujesz własnego ciała, nie cieszą cię zainteresowania juz.Pozdrawiam i dziękuje!
ewelina_kudera dnia 20 kwiecień 2007
Dziewczyny, dziękuję za miłe słowa! Nie obwiniajcie się o niepowodzenie swoich związków, nie może być tak, że tylko jedna osoba sie stara i walczy, bo kiedyś jej w końcu braknie sił....Do tanga trzeba dwojga, szkoda życia na trwanie w niesatysfakcjonującym związku, rozejrzyjcie się dokoła, może ktoś ciekawy jest bliżej niż myślicie...
Jolka dnia 23 kwiecień 2007
a ja chhcialam wtracic swoje przyslowiowych 5 groszy.. Zastanawiam sie nad istota zwiazku,malzenstwa-jego trwaloscia dobitniej mowiac wiekowością.. Mam 26 lat jestem rozwodka..-zycie to nie bajka.. to sprawy codzienne,obowiazki..klopoty male i duze... z czasem odpwiedzialnosc za bobasa.. Zwiazek dwojga to dojrzalosc,dorosniecie do pelnych rol i funkcji.. to milosc wiernosc.. zaufanie.. to kompromis.. Zazdroszcze Wam wszytskim... mnie nie dane bylo posmakowac.zakosztowac,sprawdzic.. .. czyli wszytsko to czego doswiadczamy jako mlodzi ludzie po to by wiedziec.. byc pewnym,zobrazowac ,umiec odnalezc wsrod tysiaca tego jedynego jedyna.. po 11 latach bycia z kims.. (6 lat malzenstwa) przychodzi finish... wtedy to dopiero porazka... kleska.. a z drugiej strony radosc z mozliwosci zdobycia,znalezienia prawdziwego szczescia..,jedoczesnie nostalgia na mysl o przeszlych. straconych latach..Mimo wszytsko palam optymizmem.. rozwijam sie,ksztaltuje.odnajduje w nowej roli jaka wcielilo mnie zycie a moze raczej ja sama..Pamietajcie ze kazda z nas jest piekna.. Trzeba umiec pokochac siebie zdrowa miloscia.. potem mozna pokochac Kogos... i tego Wam jak i sobie zycze...smiley
Kirya dnia 01 maj 2007
Coś takiego mówi sie bardzo łatwo. Ale nie tak łatwo wziąść się za siebie i pokochać się, zaakceptować, jak nie masz do kogo ust otworzyć, nie ma się kto do ciebie uśmiechnąć, położyć rękę na ramieniu i powiedzieć, że dobrze będzie. Jak płaczesz przy każdej pięknej, romantycznej piosence, bo wiesz, że ciebie nigdy nikt nie pokocha, bo zwyczajnie na to nie zasługujesz.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 100% [1 Głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]

Linki sponsorowane