|
|
|
Dla wielu osób feminizm źle się kojarzy, głównie z powodu wystąpień kilku ortodoksyjnych przedstawicielek tego "ruchu". Cóż z dobrymi ideami jest zazwyczaj tak, że można przesadzić w obie strony, a przecież nie od dziś wiadomo, że "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane". Być może to naiwne i idealistyczne podejście, ale uważam, że słuszna sprawa nie potrzebuje agresywnych "adwokatów".
Nie znaczy to, że nie mam szacunku dla osiągnięć feministek - w końcu, kto wie, jakby dzisiaj wyglądał dostęp do nauki czy kultury i w ogóle prawa kobiet, gdyby nie one. Jednak to właśnie dlatego uważam, że najbardziej buntownicze przedstawicielki tej ideologii często niszczą to, co przez wiele lat budowały ich poprzedniczki. Sądzę, że wiele osób boi się skrajnych, bezkompromisowych, organizacji i feminizm potrzebuje kobiet, które nadadzą mu "ludzką twarz". Kobiety silne, ale jednocześnie łagodne, spełnione i zadowolone z życia będą same odpowiedzią na stereotypy feministki jako kobiety nieatrakcyjnej, agresywnej, najczęściej lesbijki. Czy jednak to naprawdę mężczyźni są największymi wrogami feministek? Mam wrażenie, że jest wprost przeciwnie. Kobiety często wcale nie pragną równouprawnienia, nie chcą być uszczęśliwiane na silę. Jest taki typ kobiet, który z żelazną konsekwencją broni dostępu do swojego świata ograniczonego do gotowania , prania i sprzątania, gdyż tam po prostu się spełnia. Sądzę, że należy to uszanować, nawet jeśli wcześniej czy później to obróci się przeciwko nim. O ileż mniej problemów byłoby, gdyby ludzie traktowali się z większą tolerancją i wyrozumiałością i nie perswadowali swoich racji jako jedynie słusznych- po prostu pozwolili sobie żyć po swojemu i akceptowali swoją odmienność.
Sądzę, że feministki w wielu sprawach wyręczają mężczyzn pragnąc udowodnić, jakie są silne. A naszym panom jest na rękę wyręczanie ich we wszystkim, dlatego podoba im się samodzielność i samowystarczalność kobiet. W efekcie trudno dziś znaleźć mężczyzn silnych, będących dla kobiety oparciem. Bo czy to wstyd przyznać, że czasem potrzebujemy pomocy, wsparcia? Nawet najdzielniejsza, najbardziej odważna kobieta ma czasem gorszy dzień, potrzebuje się komuś wypłakać w rękaw i nie ma w tym nic uwłaczającego naszej godności. Kobiety i mężczyźni potrzebują się nawzajem, zamiast więc się zwalczać ideałem byłoby, gdybyśmy wzajemnie się wspierali.
Moja krytyka feminizmu, nie oznacza że uważam feminizm za niepotrzebną ideologię. Jak już wspomniałam, doceniam dokonania feministek, jednak jestem jednak za podziałem na męskie- żeńskie. Nie widzę nic złego w pojęciu kobiecości i męskości, bo przecież to pierwsze wcale nie musi oznaczać słabości a drugie agresji. Osobiście jednak nie pociągają mnie metroseksualni mężczyźni, mający w domu więcej kosmetyków niż ja i godzinami rozmawiający o siłowni i ciuchach. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to uproszczenie, jednak uważam, że współcześni mężczyźni są bardzo zniewieściali. Chociaż najważniejsza jest tolerancja, a różnorodność jest najpiękniejsza. Dlatego nie pogardzam ani "kurami domowymi" poświęcającymi się domowi, ani "zimnymi" businesswoman stawiającymi na karierę, wspomnianymi już mężczyznami metroseksualnymi lub macho, każdy z tych typów ludzi jest potrzebny i świat jest ciekawszy przez fakt, że się różnimy.
Być może mój stosunek do feminizmu wynika z faktu, że nie zaznałam dotychczas żadnej dyskryminacji z powodu bycia kobietą. Wprost przeciwnie - to często z moimi znajomymi należącymi do "płci brzydszej" ludzie niejednokrotnie obchodzili się brutalnie, uważając, że jako mężczyźni zniosą to dzielnie i szybko zapomną, nie przejmując się tym zbytnio.
Odpowiadając jednak na pytanie zawarte w tytule- wygląda na to, że feministkom najbardziej szkodzą one same. Niestety.
Na koniec nasza sentencja:
Bądź piękna już teraz! |
|
|
Dodane przez ewelina_kudera
dnia 02 kwiecień 2007
0 Komentarzy |
|
| | |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|
| | |
|
|
|